Knajpeczka jest wegetariańska, z ambicjami do zbawiania świata. Kawy fair-trade, kultowa londyńska palarnia, ekologia, akupunktura, new-age... ;-)
No dobra - trochę jestem uczulony na te klimaty, ale jak się za chwilę okaże miejsce jest godne polecenia. :)
Wystrój ascetyczny, wysmakowany, trochę chłodny. Specjały wystawione na widok klientów, piec w którym można obserwować proces produkcyjny. Aktualne gazetki.
Miałem okazję posiedzieć w Karmie, wypić dwie kawki, zjeść ciacho z dodatkami w ramach zaległego śniadania oraz kawałek tarty w ramach lunchu.
Kawa bardzo dobra - nie jestem znawcą, choć kawowo wychowałem się na kawach pitych w małych knajpkach na włoskiej prowincji. Jak dla mnie latte bardzo, bardzo dobre, espresso trochę nie w moim stylu, choć i tak w krakowskiej ekstraklasie.
Słodka bułeczka podana z masłem i konfiturą malinową. Cóż można powiedzieć - nie zchrzaniona, więc bardzo dobra.
Tarta z porem świetna - kremowa, soczysta, górna powierzchnia przypieczona i jakby skarmelizowana.
Widać, że się rozkręcają - właściciel zasuwa starając się zapanować nad entropią, a to wszystko z uśmiechem i takim fajnym, uważnym stosunkiem do klienta.
Docelowo plan jest taki, żeby mieć menu zmienne - oparte zawsze na świeżych, sezonowych produktach (no nareszcie, tylko czemu wegetariańskie!!!). Wszystkie dania pieczone i gotowane na bieżąco. Czyli "po bożemu".
Za kawę, ciacho i tartę zapłaciłem ok 20zł.
Zdecydowanie wrócimy!